Katolicka nauka społeczna a…

Katolicka nauka społeczna a wolny rynek.

Jakie poglądy na system ekonomiczny zawiera nauka kościoła katolickiego i jak zmieniały się one w czasie?

Dialog kościoła z dzieckiem oświecenia, czyli liberalizmem nigdy nie był łatwy. Oświecenie zarówno słowem, jak i czynem podeptało monarchię absolutną oraz jej wartości. Wartości, których strażnikiem instytucjonalnym był Kościół, funkcjonowały w warunkach feudalnej organizacji gospodarowania, stąd hierarchowie musieli stanąć przed trudną perspektywą skonfrontowania swoich nauk z nadchodzącym kapitalizmem. Mimo to przez prawie sto lat Watykan nie zajmował oficjalnie żadnego stanowiska w sprawie liberalizmu gospodarczego, choć ten zdążył już podbojem wedrzeć się do państw Europy i Nowego Świata, przynosząc nie tylko postęp, ale również wiele kontrowersji o charakterze etycznym.

Wszystko zmienia się w roku 1891 r. Wtedy to sprawujący swój urząd od trzynastu lat Gioacchino Vincenzo Raphaelo Luigi Pecci (Leon XIII) wydaje encyklikę Rerum novarum. Encyklika wpisuje się w szerszy krąg rozważań prowadzonych przez papieża, opatrzonych mottem accomodata renovatio (dosł. „przystosowana odmowa”). Kościół chciał rozwijać swoją naukę, przystosowując jej ducha do ram współczesnego mu świata. Zamieszczam link do polskiego tłumaczenia tego słynnego tekstu. Dlaczego uznano go za przełomowy?

Jak pisze w swoim artykule naukowym (bardzo rzetelnym zresztą) salezjanin, ojciec Jerzy Goćko przełomowy charakter encykliki ujawniał się przede wszystkim na płaszczyźnie politycznej #:

Dokument taki nie miał w Kościele katolickim żadnego historycznego precedensu, a sam Papież był sprzymierzony z konserwatystami, arystokratycznymi kołami w katolicyzmie, które robiły wszystko, co możliwe, żeby odeprzeć atak na ich hegemonię ekonomiczną, ze strony organizującej się klasy pracującej.

A sama encyklika? Zaczyna się od fragmentów, których retoryczne ostrze jest skierowane przeciwko socjalizmowi. A może nie tyle przeciwko socjalizmowi jako takiemu (sformułowanie to pada w tekście zaledwie dwa razy), co jego implikacji w postaci własności wspólnej. Tym jednak, co wywołało burzę nie była krytyka konsekwencji materialistycznej ideologii, gdyż tę można było przewidzieć, lecz jednoznacznie wyrażone potępienie praktyk leseferyzmu i pochylenie się nad losem robotników. Cytat:

(…) państwo winno popierać wszystko, co w jakikolwiek sposób może polepszyć dolę robotników. Nikomu ta opieka nad proletariatem nie zaszkodzi, a owszem pomoże wszystkim, w interesie bowiem państwa leży, aby nie byli narażeni na nędzę ci, którzy dla wszystkich wytwarzają dobra.

Warto zwrócić w tym miejscu zwrócić uwagę na pewien szczególny wątek, który odtąd będzie się już stale pojawiał w nauce społecznej kościoła i jej kontestacji radykalnego kapitalizmu. Jest nim sprawa godności jednostki ludzkiej. Doznaje ona uszczerbku w czasie niewolniczej pracy zarobkowej i obowiązkiem bogatych oraz pracodawców jest tę godność szanować za wszelką cenę. Przykładowo w liście pasterskim biskupów amerykańskich z 1986 r. znajduje się taki oto fragment (pkt. 28):

The dignity of the human person, realized in community with others, is the criterion against which all aspects of economic life must be measured.

Jak więc widzimy, Kościół zajmuje swoje stanowisko przede wszystkim przez wzgląd na etykę pracy, a nie jej efektywność. W istocie ani biskupi, ani papieże nie podjęli się nigdy całościowej oceny efektywności procesu gospodarowania. Nakreślają za to jasno swoją wizję jego godnej organizacji. Czterdzieści lat później Pius XI w rocznicę opublikowania Rerum novarum ogłasza światu encyklikę Quadragessimo anno. Jest to czas największej burzy w globalnej gospodarce, a kryzys światowy przynosi nie tylko utratę miejsc pracy, ale także i pogłębioną refleksję moralną nad kształtem ekonomii, nauki zbudowanej o liberalne wzorce.

Encyklika w swojej warstwie retorycznej jest zdecydowanie mniej uładzona w stosunku do dzieła Leona XIII. Krytyka kapitału jest nieprzejednana i często bezpardonowo. Z polskiej wersji językowej encykliki:

Szlachetna bowiem i szczytna nauka Leona XIII, dla uszu świata zupełnie nowa, wprawiła nawet niektórych katolików w podejrzenie, dla innych stała się nawet kamieniem obrazy. Zburzyła ona bowiem śmiało bożyszcza liberalizmu, stała z ziemi stare przesądy i uprzedziła nieoczekiwanie rozwój wypadków, tak, że ociężali sercem odrzucili wzgardliwie tę nową filozofię społeczną, a tchórzliwi i bojaźliwi bali się wstąpić na nowe szczyty (…).

Przez długi zaprawdę czas mógł sobie kapitał zbyt wielkie rościć prawa. Wszelką produkcję, wszelkie dochody zagarniał dla siebie, pozostawiając robotnikowi zaledwie tyle, ile mu było dla utrzymania życia i odnowienia sił potrzebne (…). Nic więc dziwnego, że takie błędne zapatrywania, takie nieusprawiedliwione postulaty z namiętnym spotkały się sprzeciwem nie tylko ze strony tych, których takie teorie pozbawiały przyrodzonego prawa uzyskania lepszego bytu.

Rozwiązanie tej kwestii to współdziałanie czynników produkcji: pracy i kapitału. Jest to fundament korporacjonizmu gospodarczego, który zapanował w faszystowskich Włoszech, Austrii oraz hitlerowskich Niemczech, choć rzecz jasna trudno mówić, aby rządy totalitarne czerpały z nauki społecznej kościoła. To raczej konstatacja, że nauka Kościoła z tego okresu odzwierciedlała swoistego ducha czasów.

Czasy powojenne nigdy nie przyniosły choćby rewizji tej linii argumentacyjnej. Jakkolwiek możemy mówić o pewnych korektach: pierwszeństwo winna mieć inicjatywa prywatna, lecz nieprawidłowości wynikające z jej uprzywilejowania należy usunąć drogą interwencji. Jest to retoryka typowa dla dwóch zasiadających na Tronie Piotrowym: Jana XXIII (Mater et Magistra (1961)) oraz Jana Pawła II (Centessimus Annus 1991, na stulecie Rerum novarum). Jednak już Paweł VI w Populorum progressio (1961) nie pozostawia najmniejszych złudzeń. Stamtąd:

Lecz z tych nowych warunków, nie wiemy jakim sposobem, zakradły się do społeczności ludzkiej poglądy, według których głównym bodźcem postępu ekonomicznego jest zysk, naczelną normą działalności gospodarczej – wolna konkurencja, prywatna zaś własność środków produkcji to prawo absolutne, nie znające ograniczeń i nie wiążące się z żadnymi zobowiązaniami społecznymi. Ta forma nieskrępowanego „liberalizmu” torowała drogę pewnemu rodzajowi tyranii, słusznie potępionemu przez Poprzednika Naszego Piusa XI, gdyż stąd wywodzi swój początek internacjonalizm pieniądza, czyli imperializm międzynarodowy.

Myśl Jana Pawła II w tym kontekście z pewnością jest bardziej liberalna, jednak nie bez bardzo ważnych zastrzeżeń. Zanim wydano przywoływaną Centessimus annus, dekadę wcześniej ujrzała światło dzienne encyklika Laboram Exercens. Papież opisuje w niej zjawisko ekonomizmu. Określa tym mianem ocenę pracy człowieka wydaną wyłącznie przez pryzmat jej wartości rynkowej. Jednak już w połowie lat dziewięćdziesiątych, nawiązując do swojej nauki, wypowiada na łamach włoskiego dziennika „La Stampa” następujące słowa:

U źródeł licznych poważnych problemów społecznych i ludzkich, jakie trawią obecnie Europę i świat, znajdują się także zdegenerowane przejawy kapitalizmu. Naturalnie dzisiejszy kapitalizm nie jest kapitalizmem z czasów Leona XIII [tj. końca XIX w.]. On się zmienił, a w dużej części jest to zasługą myśli socjalistycznej.

Źródło. To wszystko o poglądach papieży, warto może jednak przywołać stanowisko katolickich ekonomistów. Leseferysta Thomas Woods z Instytutu Misesa w tym tekście pokazuje na podstawie cytatów z encyklik, jak Kościół lekceważy jego zdaniem kwestię rynkowego kształtowania się płac, wskazując na niezgodność jego nauk z naukami ekonomicznymi w tym zakresie, a dużo bardziej prosocjalny Charles Clarke St. John’s University stwierdza wprost:

The church has always rejected laissez-faire capitalism and its ideology of extreme individualism.

Prywatnie sądzę, że obydwaj mają rację: katolicka nauka społeczna jest niezgodna z gloryfikacją wolnego rynku i przeciwstawia się mu, chociaż pamiętajmy, że jest to sprzeciw wnoszony z pozycji moralnych, a nie naukowych. Zdając sobie sprawę, że istnieją w Polsce środowiska pragnące zawrzeć programowy sojusz wiary oraz laissez-faire, należy jasno powiedzieć, że jest wielce wątpliwe, aby swoje stanowisko mogły przekonująco uzasadnić nauką hierarchów. Stąd też uzasadnienia etycznego własnych poglądów będą musiały szukać zdecydowanie gdzie indziej niż w katolickiej nauce społecznej, nad którą wciąż unosi się duch Leona XIII, będącego niezmiennie punktem odniesienia do swoich następców. Jednocześnie dość ciekawy wydaje się odmienny stosunek dwóch odłamów chrześcijaństwa – katolicyzmu i protestantyzmu – do kapitalizmu, ale to już temat na zupełnie inny wpis.

#ekonomia #filozofia #neuropa #socdem #4konserwy