Zadłużenie Polski wynosi 1…

Zadłużenie Polski wynosi 1 bln zł i maleje? Propagandę sukcesu zepsuł rządowi Parlament Europejski
Znalezisko
Artykuł

Minister finansów Teresa Czerwińska niedawno przyznała, że oficjalne zadłużenie Polski (instytucji rządowych i samorządowych) w 2017 r. wynosiło niewiele ponad 1 bln zł. Minister chwaliła się, że to o 0,3 proc. mniej niż rok wcześniej. – To wynik bardzo odpowiedzialnej polityki fiskalnej rządu – zapewniała z dumą dziennikarzy Czerwińska.Okazuje się jednak, że rzeczywistość nie jest aż tak różowa.

Dług Polski. Nie 1, ale 6 bln zł
Propagandę sukcesu zepsuł rządowi Parlament Europejski, który nakazał państwom unijnym ogłaszać wszystkie zobowiązania rządów wobec swoich obywateli.Chodzi głównie o zobowiązania z tytułu obiecanych emerytur. Do tej pory takie dane nie były publikowane. Polski GUS musiał więc podać prawdziwy dług Polski. I okazuje się, że osiągnął on nie 1 bln, ale blisko 6 bln zł.Największa jego część przypada na ZUS, który musi oddać Polakom w postaci emerytur aż 4 bln zł. Tyle bowiem wszyscy pracujący rodacy już wpłacili tam obowiązkowych składek (licząc na starość na świadczenie). KRUS ma do zwrotu 325 mld zł, kolejne 392 mld zł przypada na świadczenia dla służb mundurowych, ponad 34 mld zł na sędziów i prokuratorów. W końcu 140,5 mld zł to zobowiązania OFE.

Politycy zapewniają nas, że nie ma co się bać, bo nam wszystkie wpłacone składki w końcu w postaci emerytur oddadzą. Pytanie tylko z czego?

Bo oczywiście kasy ZUS i KRUS są puste. To, co zostaje ze składek pracujących rodaków (ok. 150 mld zł rocznie), zaraz wypłacają na emerytury i renty. I rok w rok są na minusie. Dlatego muszą brać dotację z budżetu – nawet ponad 50-60 mld zł rocznie. Tymczasem suma zobowiązań cały czas rośnie. Politycy lubią się bawić w dobrych wujków. Realnych pieniędzy nie ma, ale są cyfrowe zapisy księgowe na naszych kontach w ZUS. I te zapisy politycy też postanowili waloryzować. Z prawdziwie wielkopańskim gestem. W 2004 r. za rządów SLD do ustawy dopisali, że waloryzacja (wbrew reformie emerytalnej) nie może być niższa niż inflacja. Miało to chronić nasze konta przed spadkiem wartości, ale jednocześnie zwiększało zobowiązania ZUS o kolejne miliardy.

Dodatkowe 70 mld zł na ZUS
Łatwo jest rozdawać pieniądze czy obietnice ich wypłaty na przyszłość. Trudniej zabrać się do oszczędzania. Dlatego rządzący (zarówno SLD, jak i PO czy PiS) wycofali się z reformy rent i nie traktują poważnie Funduszu Rezerwy Demograficznej, w którym mieliśmy odkładać zaskórniaki na trudne czasy, a mamy grosze. Tymczasem za kilka lat zwiększy się liczba emerytów, bo wyż demograficzny zacznie przechodzić na emeryturę. Ubędzie pracujących, bo Polacy nie kwapią się do posiadania dzieci. A państwo będzie musiało znaleźć dodatkowe nawet 70 mld zł rocznie, aby ZUS był w ogóle wypłacalny. Do tego dochodzi dotacja do KRUS, służby mundurowe i już mamy ponad 100 mld zł deficytu.

Trzeba będzie podwyższać podatki, wycofać się z podwyżek emerytur, a być może obniżać je o 20-30 proc. Zaczną się protesty, demonstracje, trzeba będzie do kości ciąć wydatki na inwestycje, bo większość budżetu będzie szła na sztywne wydatki socjalne. Nieliczni młodzi uciekną z tego kraju. A PiS jeszcze dobija system, obniżając w październiku zeszłego roku wiek emerytalny, co według wyliczeń ZUS będzie kosztować podatników kolejne 55 mld zł w ciągu pięciu lat.

Propaganda rządowa ze zmniejszającym się długiem jest więc na dłuższą metę nie do utrzymania.Zamiast zaklinać rzeczywistość potrzebne są konkretne działania – choćby wycofanie się z obniżenia wieku emerytalnego. W przeciwnym razie czeka nas dramat.

#polityka #europa #polska #dlug #neuropa #bekazprawakow #bekazpisu #neuropa #4konserwy.ru #pisokomuszki.ru #finanse #ekonomia #polityka